nr 2 (23) marzec 2008
30 kilogramów ciasteczek, 270 litrów soków, ponad 300 litrów innych napojów. Do tego 260 studentów i kilkunastu pracowników WNS. Bal politologa obfitował jednak nie tylko w liczby, ale też w dobrą zabawę.
Studentów powitała stołówka akademicka – jej przytulne kąty i nowoczesne wnętrza. Kilka baloników i brokatowych serpentyn zwisało z betonowych filarów, odrapanych poręczy i wielkich donic. Ogromne powierzchnie zastawione krzesłami wyściełanymi potarganą ceratą już około godziny 21 zapełniły się balowiczami. Suknie bardziej i mniej wieczorowe oraz garnitury i krawaty mieniły się wszystkimi kolorami. Przekrój wiekowy głęboki jak niektóre z dekoltów – od studentów pierwszego roku po osoby towarzyszące z roczników lat siedemdziesiątych. Jak zawsze profesjonalna szatnia zapewniała ład i bezpieczeństwo wśród okryć wierzchnich zapraszając do „rozpłaszczania się”. Gdy zabrakło numerków,
szatniarzo-ochroniarze dorabiali je na poczekaniu, udostępniając płaszczom również własne miejsca siedzące.
ZUSAMMEN DO KUPY
Wśród niektórych grup zapanował lekki chaos, gdy okazało się, że ktoś, kto miał przyjść sam, przyszedł z kimś jeszcze i dla innych zabrakło przy danym stoliku miejsca. Integracja to jednak cel nadrzędny balu, więc po chwilach zgiełku i
rozgardiaszu zapanował względny porządek. W końcu grupy mogły organizować się już od połowy stycznia, kiedy to informacja o Balu politologa 2008 ujrzała światło dzienne. Najmniejsze grupki - nawet dwuosobowe - musiały zdać się na towarzystwo innych, równie samotnych, lecz tak samo spragnionych zabawy. Dominowały jednak grupy dwudziesto-
i trzydziestoosobowe, które razem zasiadły do stołu.
Również grono pracowników Instytutu wzmocniło rzeszę studentów swoją energią do zabawy. Wykładowców pojawiło się jednak niewielu. Powodem mógł być termin balu, który w tym roku przypadł w okresie Wielkiego Postu. Był on jednak najdogodniejszy dla studentów. Trzeci rok potraktował go jako swój półmetek, natomiast reszta mogła oblewać sukcesy sesji zimowej.
EXCESY, EXCESIKI
Spóźnione karnawałowe rytmy i hity sprzed lat, a także mniej wyszukane, ale nie mniej porywające do tańca hity disco sprawiły, że parkiet wkrótce zapełnił się po brzegi.
Niestety DJ-a z Dąbrowy Górniczej spotkało w trakcie balu nieprzyjemne zdarzenie – bliżej nieokreślony uczestnik balu podczas wesołych pląsów na parkiecie strącił kolumnę, co wywołało u grającego szok. Muzyka natychmiast ucichła, a grajek chciał kończyć imprezę. Szybka interwencja balowiczów uspokoiła artystę i zabawa trwała dalej.
Bawiliśmy się ze zmiennym natężeniem, ale mimo wszystko – do białego rana! Każdy swoim rytmem i w swoim stylu spędził czas czy to pląsając, czy też bawiąc się bardziej statycznie.
Ochroniarzy też nie ominęły emocje – akcja poszukiwawcza zawieruszonej trzy krzesła dalej torebki zakończyła się powodzeniem.
Poruszenie wśród tracących siły balowiczów wzbudził również podawany o północy barszcz. Regenerujący posiłek zapewniło dwóch kucharzy z Uni Mensy, którzy w pocie czoła chochla za chochlą wydzielali porcje płynu. Niektórzy panowie wyręczali swe partnerki zjadając dwie porcje, dla innych rzeczywiście stanowiło to ratunek po wyczerpującej zabawie.
„LAUR STUDENCKI” BIS
Tradycyjnie o godzinie piątej rano jasne światło świetlówek drastycznie oznajmiło koniec kolejnej edycji balu. Mając pełen obraz sali okazało się, że większa część uczestników niestety nie doczekała końca zabawy. Do rana wytrwali jednak wykładowcy, organizatorzy oraz nieśmiertelna ekipa III roku politologii. Grupkę ślicznych dziewczyn do końca zabawiał dr Tomasz Słupik – i pomyśleć, że to nie on został wybrany przyjacielem studentów w rozstrzygniętym kilka dni przed balem plebiscycie „Laur Studencki 2007”...
Bal z punktu widzenia 1/2 organizatorów:
Zuzy Guzik & Wojtka Urbańskiego
Zdjęcia: Zuza i Wojtek; Damian Chojnacki
[Pokaż komentarze | Dodaj komentarz]