Moda na wzmacnianie krajowej reprezentacji znaturalizowanymi zawodnikami po raz kolejny zawitała nad Wisłę. Po średnio udanym eksperymencie z Emmanuelem Olisadebe, który co prawda miał swoje „5 minut”, lecz później piłkarsko przepadł, przyszła kolej na Brazylijczyka Rogera Guerreiro. Pomocnik Legii Warszawa to z pewnością jeden z najlepszych obcokrajowców, jaki w ostatnich latach biegał po polskich boiskach. Jego obecność w kadrze ma więc być w perspektywie zbliżających się Mistrzostw Europy poważnym wzmocnieniem.

Brazylijski dopalacz na Euro

Zakusy na piłkarza wydają się być poważne – jak podaje „Gazeta Wyborcza”, w połowie lutego złożył wniosek o przyznanie obywatelstwa, a prezes Legii stwierdził, że trener Beenhakker zapewnił Rogera o rychłym powołaniu po otrzymaniu właściwego dokumentu. Będzie to procedura ekspresowa, gdyż Brazylijczyk mieszka w Polsce dwa lata (a nie wymagane pięć). Do Euro 2008 pozostały tylko trzy miesiące, a paszport dla Olisadebe został wydany po siedmiu... Cała sprawa może się więc rozbić o mur proceduralnych przeszkód.

Załóżmy jednak, że jakimś cudem uda się Rogera “spolszczyć” na czas. Co wtedy? Nikt nie wybaczyłby Beenhakkerowi, gdyby w wyniku tych starań czynienia Rogera Polakiem, posadził Brazylijczyka na ławce rezerwowych. Duża jest szansa, że niejako z marszu wskoczy do meczowej jedenastki. Ktoś z trójki Krzynówek, Lewandowski, Dudka będzie więc musiał powędrować na ławkę. Ktokolwiek by to nie był, to trudno będzie mu przyjąć do wiadomości (i chyba nie tylko jemu), że całe lata walki o miejsce w kadrze nie wystarczą w konfrontacji z debiutantem. A to z kolei rzutować będzie na atmosferę w zespole i stanie się przyczyną potencjalnych konfliktów. Trzeba też bowiem pamiętać, że Brazylijczyk nierzadko sprawiał problemy wychowawcze, o czym najwięcej mogliby powiedzieć działacze Legii.

Kolejne pytanie, na które należy sobie odpowiedzieć, to rzeczywista jakość piłkarska Rogera. W lidze jest postacią wybitną - pomocnikiem, który potrafi przeprowadzić efektowną szarżę przez pół boiska, a gdy sytuacja tego wymaga to przytrzymać piłkę, zwolnić grę. O ile jednak mijanie slalomem piłkarzy Zagłębia Sosnowiec czy Odry Wodzisław przychodzi mu bez trudu, to podobne akcje przeciw Fringsowi, Metzelderowi czy innemu Schweinsteigerowi mogą brutalnie zweryfikować skalę tych umiejętności. Wypada jeszcze wspomnieć o aklimatyzacji w zespole i właściwej komunikacji na boisku – na to wszystko pozostanie co najwyżej kilka tygodni. Trochę mało...

Żeby nie roztaczać tak skrajnie pesymistycznej wizji występów Rogera w reprezentacyjnym teamie, to teraz kilka słów o tym, że eksperyment może się równie dobrze udać. Na pewno swój ewentualny występ potraktuje jak unikalną szansę pokazania się obserwatorom z najlepszych europejskich klubów, a co za tym idzie transfer do drużyny większej niż Legia. O motywację i walkę do ostatniej minuty możemy więc być spokojni. Poza tym jest jeszcze przyczyna zupełnie banalna – lepiej mieć w kadrze jednego dobrego piłkarza więcej, niż go nie mieć. Nawet jako zmiennik może wnieść wiele dobrego w grę drużyny.

Nie wiem, czy Roger powinien grać w polskiej kadrze, czy nie. Pozostaje tylko czekać na rozwój wypadków i życzyć reprezentacji sukcesu na mistrzostwach w Austrii i Szwajcarii. Z Rogerem czy bez niego.

Adam Świętek


Komentarz

Sprawa Rogera bardzo frapuje całe środowisko piłkarskie i liczną rzeszę fanów biało-czerwonych. Możliwości zakończenia tego pomysłu są dwie: będzie grał w reprezentacji lub nie będzie grał. Niestety, jak to zwykle wypada w związku z takimi dylematami, odpowiedź jest koszmarnie trudna. Wątpliwości jest chyba równie dużo, co plusów. Aspekt czysto sportowy - na pierwszy rzut oka wydaje się, że na 100% na tak. Roger, od kiedy przybył do Polski i do Legii, wyróżnia się wśród naszego pospólstwa piłkarskiego. Są jednak znaki zapytania. Czy będzie on w stanie dobrze wkomponować się w drużynę narodową? Czy szybko (albo w ogóle) znajdzie wspólny język z resztą reprezentantów. Czy nie będzie to rodziło niesnasek i konfliktów w kadrze? To tylko ważniejsze wątpliwości.

Innym problemem jest nasza narodowa mentalność. Gdy selekcjoner Leo Beenhakker przyklasnął pomysłowi naturalizacji Rogera i wygłosił mowę na temat otwartości na świat, u nas w Polsce rozległy się zewsząd głosy, że my mamy swoją dumę i nie chcemy być drugą Holandią. My Polacy zawsze szukamy drugiego dna, krytykujemy Niemców, że nam ukradli Klose i Podolskiego, a sami nie wiemy, czy Brazylijczyk w barwach Polski nam odpowiada.

Kris

[Pokaż komentarze | Dodaj komentarz]