Wielkie Derby Śląska, czyli pojedynek Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze. O tym meczu było głośno w całej Polsce i nie tylko. O spotkaniu 14-krotnych mistrzów Polski napisano już prawie wszystko, dlatego chciałbym w swoim wywodzie zsyntezować to, nie boję się użyć tego słowa, największe wydarzenie w naszym regionie od kilkunastu lat.

WDŚ – Wreszcie Doczekaliśmy Święta

Ktoś zarzuci, że przecież mieliśmy wielkie finały Ligi Światowej w siatkówce czy też historyczne awanse polskiej reprezentacji do MŚ i ME. Zgoda, jednak 2 marca byliśmy świadkami niecodziennego i mam ogromną nadzieję przełomowego wydarzania. Oto na Stadionie Śląskim zasiadło 41 (słownie czterdzieści jeden) tysięcy fanów dwóch wielkich, ale także zwaśnionych klubów! Ostatnio taka frekwencja w polskiej lidze miała miejsce w 1984 roku. Ponad 30 000 kibiców Niebieskich i 12 000 fanów Zabrzan stworzyło atmosferę, jakiej nie mogłyby się powstydzić derby w najsilniejszych ligach Europy. Co ciekawe właśnie 2 marca odbyło się kilka pojedynków lokalnych rywali i tylko w Brazylii padła większa frekwencja! Mimo fatalnej pogody, doping niósł się przez pełne 90 minut meczu, a na trybunach i na ulicach było spokojnie jak nigdy. Oczywiście było kilka wzajemnych wyzwisk, ale nikt nie mówił, że kibice Ruchu i Górnika będą się kochać.

Kończąc te ochy i achy nad tym meczem należy się raczej zastanowić, czy coś po takim meczu jest się w stanie zmienić w polskiej lidze i jaki wpływ będzie on miał na futbol na Śląsku.

Początkowy entuzjazm

Polska liga jest jaka jest. Najczęściej na nią narzekamy, ale gdy zbliża się koniec przerwy zimowej czy letniej to bardzo za nią tęsknimy. Stałym symptomem jest więc wysoka frekwencja na stadionach w pierwszych kolejkach. Polski kibic cierpi na taką przypadłość, że co rundę wmawia sobie, że teraz będzie ciekawie, że jego drużyna będzie lepsza. Po kilku meczach jednak przychodzi natychmiastowe otrzeźwienie i narzekanie, co wiąże się ze spadkiem ilości widzów na trybunach. W tym miejscu trzeba jednak zauważyć, że poziom naszej ekstraklasy idzie do góry. Nie jest to skok ogromny, nadal do Europy dzieli nas jakieś 15 lat, ale mimo wszystko idzie ku dobremu. Wiem, niektórzy nazwą mnie optymistą, bo po występach polskich drużyn w europejskich pucharach widać, jak jesteśmy „mocni”. Ja jednak wierzę, że będzie lepiej. Wielkie Derby Śląska potwierdziły, jak ogromny potencjał tkwi w kibicach, piłkarzach, no i organizatorach.

Na derby marsz!

To, że pojedynek śląskich gigantów odbył się na Stadionie Śląskim, spowodował zupełny przypadek. Ruch Chorzów nie ma podgrzewanej murawy na swoim obiekcie przy ulicy Cichej. W związku z tym zapasowym boiskiem jest popularny „kocioł czarownic”. Wymogi licencyjne zmusiły Niebieskich do rozgrywania swoich spotkań w porze zimowej właśnie na Śląskim. W poprzednim roku odbyły się tam dwa mecze: z Groclinem Grodzisk Wielkopolski i z Cracovią Kraków. W sumie na trybunach zasiadło około 12 tysięcy kibiców. Jakież więc było zdziwienie, gdy na ponad miesiąc przed WDŚ sprzedanych zostało 30 tysięcy biletów. Jak można było się domyślić, do końca nie pozostała już żadna wejściówka. To jeszcze nic, bo chętnych było jeszcze więcej. Gdyby stadion miał pojemność 50 tys., to i tak by się wypełnił po brzegi. Wspaniała atmosfera, doping i oprawy z obu stron, takie obrazki zapadną wielu osobom w pamięci do końca życia. No i poziom meczu, który zaskoczył wszystkich. Wielu „znawców” w ciemno obstawiało, że piłkarzom obydwu zespołów trema spęta nogi i mecz będzie słaby. Nic z tych rzeczy, efekt pełnego stadionu był odwrotny, szybkie akcje, pięć bramek, walka i parady bramkarzy, było wszystko, czego dusza zapragnęła.

O tym się mówi

Sukces i brawa dla organizatorów WDŚ. Nikogo derbowy pojedynek nie przerósł, choć chyba nikt oprócz dyrektora Stadionu Śląskiego Marka Szczerbowskiego nie miał wyobrażenia i doświadczenia w przygotowaniu takiego widowiska. Było bezpiecznie i, mimo beznadziejnej aury, fantastycznie. 429 akredytowanych dziennikarzy z Polski i z zagranicy, koncert Dody przed meczem i wiele innych atrakcji dla kibiców. Pokazano, że także u nas można uczynić ze spotkania ligowego show i doskonałą propozycję na weekend. O pojedynku Ruchu z Górnikiem rozpisywały się wszystkie gazety, portale internetowe, radia i telewizje. Udało się stworzyć dobry produkt i, czerpiąc z choćby niemieckich wzorców, dobrze go sprzedać. Nasza liga ma potencjał, może być atrakcyjna i przynosić dochody (Ruch zarobił na samej sprzedaży biletów ponad pół miliona złotych). To właśnie pokazał mecz na Śląskim.

Co dalej?

I to jest chyba najważniejsze pytanie, jakie należy postawić sobie po tym historycznym meczu. Nie można już dłużej „podniecać się” jednym meczem, trzeba zrobić wszystko, żeby ludzie nadal przychodzili na stadiony. Czas i koniunktura jest odpowiednia. Pierwszy awans Polski do Mistrzostw Europy, które odbędą się w czerwcu w Austrii i Szwajcarii oraz osoba selekcjonera biało-czerwonych, Leo Beenhakkera, sprawiła, że odrodziła się wiara w możliwości naszych piłkarzy. Stadiony stają się coraz piękniejsze i funkcjonalne, bo licencje i Euro 2012 wymuszają to na nas. To wszystko działa na naszą korzyść. Nasz region szczególnie ma ogromną szanse pokazać swój potencjał. Kibice są tutaj spragnieni piłki, ale nie byle jakiej, tylko tej na najwyższym poziomie. Szanujemy się, gwizdy podczas meczu Polska – Kolumbia w 2006 roku nie były wyrazem chamstwa kibiców. Fani widzieli, co się dzieje z drużyną i że lepszy poziom prezentują ekipy „u nos na placu”. Gdy jednak śląski kibic widzi, że idzie ku lepszemu, to na pewno nie zawiedzie.

Podczas pierwszego meczu w historii przy sztucznym świetle na stadionie Polonii Bytom stadion pękał w szwach. Na Górnika Zabrze regularnie od jakiegoś czasu chodzi ponad 15 tysięcy widzów. Ruch Chorzów chce jak najwięcej spotkań rozegrać na Śląskim, bo i rywali ma niezwykle atrakcyjnych, Lech, Legia, Widzew.... Jak dobrze pójdzie, w ciągu rundy mecze Niebieskich obejrzy ponad 100 tysięcy widzów! Chyba wyraźnie widać, że wszyscy chcą oglądać na żywo dobrą piłkę. Wierzę, że to możliwe!

Kris

[Pokaż komentarze | Dodaj komentarz]