Zakłady,
w których kształci się młodzież, mogą przynieść dochód. Nawet tam,
gdzie wynagrodzenie nauczyciela nie pochodzi w całości z tego naturalnego źródła
dochodu, nie jest konieczne, aby uzyskiwano je z ogólnego dochodu społeczeństwa.
Czy te publiczne dotacje przyczyniły się do osiągnięcia celu, na który
zostały przeznaczone? Tam, gdzie konkurencja jest wolna, rywalizacja konkurentów,
zmusza każdego z nich, by starał się wykonać pracę z pewną dozą dokładności.
Dotacje
zmniejszyły gorliwość nauczycieli
Jeśli nauczyciel utrzymuje się z poborów, to płyną one oczywiście ze źródła, które jest całkowicie niezależne od jego osiągnięć, reputacji i specjalności. W tym przypadku jego osobisty interes jest tak diametralnie sprzeczny z obowiązkami, jak to tylko możliwe. Jeżeli wynagrodzenie ma być dokładnie takie samo niezależnie od tego, czy wykonuje się jakiś uciążliwy obowiązek, czy też go nie wykonuje, to oczywiście będzie leżało w jego interesie, by swe obowiązki zaniedbał zupełnie. Albo, by wywiązywał się z nich w tak lekceważący sposób, na jaki mu władza zezwoli.
![]() |
Jeżeli
jego władzą nadrzędną jest jakieś ciało kolegialne, którego jest członkiem,
to jest prawdopodobne, że w ich wspólnym interesie będą okazywać sobie
wzajemną pobłażliwość. Każdy z nich zgodzi się chętnie, aby sąsiad
zaniedbywał swoje obowiązki, byleby jemu wolno było czynić to samo.
Jeżeli
przywileje absolwentów wydziału można uzyskać jedynie dzięki temu, że
przebywało się pewną ilość lat na określonych uniwersytetach, to studenci
siłą rzeczy napływać będą do nich niezależnie od zasług i reputacji
nauczycieli, którzy tam wykładają. Gdyby zostawić studentom swobodę wyboru
kolegium, mogłoby się to przyczynić do wzbudzenia rywalizacji pomiędzy
poszczególnymi kolegiami. Jeżeli nauczyciel jest człowiekiem rozumnym,
przykro musi mu być, gdy uświadamia sobie w czasie wykładów, że to, co mówi
lub czyta, jest pozbawione sensu lub posiada go bardzo niewiele. Nie musi mu być
także przyjemnie obserwować, jak większa część studentów ucieka z jego
wykładów lub, być może, uczęszcza na nie z wyraźnymi oznakami lekceważenia,
pogardy i szyderstwa.
Mit
szkoły dla ucznia
Dyscyplina
uniwersytetów jest na ogół obmyślona nie dla pożytku studentów, lecz dla
wygody nauczycieli. Ma ona zawsze na celu utrzymać autorytet nauczyciela i
niezależnie od tego, czy zaniedbuje on czy też wypełnia swe obowiązki, zmusić
studentów do zachowania się wobec niego tak, jakby wykonywał ten obowiązek z
największą gorliwością i umiejętnością. Nie trzeba uciekać się do
dyscypliny, aby studenci uczęszczali na wykłady, których istotnie warto posłuchać.
![]() |
Należy
stwierdzić, że najlepiej prowadzi się te działy nauczania, w których nie
istnieją żadne instytucje publiczne. Na uniwersytetach młodzież nie jest ani
nauczana, ani też nie kształci się w tych dziedzinach wiedzy, których
nauczanie jest obowiązkiem tych instytucji.
Gdyby
nie było żadnych publicznych instytucji dla kształcenia młodzieży, nie wykładano
by żadnego systemu ani przedmiotu, które nie były by poszukiwane, to jest
takich, których opanowanie nie byłoby konieczne, korzystne lub przynajmniej
modne. Prywatny nauczyciel nie mógłby nigdy wyjść na swoim nauczając
przedmioty uważane ogólnie za bezużyteczne nagromadzenie sofizmatów i
nonsensów. Tego rodzaju systemy i nauki mogą utrzymać się jedynie w tych
oficjalnych instytucjach naukowych, których rozwój i dochody są całkowicie
niezależne od wkładu pracy. Ponieważ nie ma żadnych publicznych instytucji
dla edukacji kobiet, w programie ich wykształcenia nie ma nic bezużytecznego,
absurdalnego lub fantastycznego. Naucza się tego, co ich rodzice uznają za
konieczne lub pożyteczne i niczego poza tym.
Wyjazdy
na zgniły Zachód
![]() |
Coraz
szerzej rozpowszechnia się zwyczaj wysyłania młodych ludzi w podróż za
granicę bezpośrednio po ukończeniu szkół bez skierowania ich na
uniwersytet. Podobno nasza młodzież powraca zazwyczaj do domu wiele zyskawszy.
Młody człowiek powraca o trzy albo cztery lata starszy niż w chwili, gdy wyjeżdżał.
W czasie samych podróży nabywa zazwyczaj pewnej ogólnej znajomości jednego lub dwóch
obcych języków, która rzadko kiedy wystarcza, by władał tymi językami
poprawnie w mowie i w piśmie. Pod innymi względami wraca zazwyczaj bardziej
zarozumiały, pozbawiony zasad, rozproszony i niezdolny do poważnego poświęcania
się czy to studiom czy interesom. Podróżując w tak młodym wieku i spędzając
w najbardziej lekkomyślnej rozwiązłości najcenniejsze lata, zamiast utrwalić
i umocnić wszystkie pożyteczne przyzwyczajenia, które początkowe wychowanie
mogło w nim rozwinąć, prawie nieuchronnie albo je osłabia, albo niweczy.
Wysyłając syna za granicę ojciec uwalnia się od nieprzyjemnego widoku, jakim
jest syn bez zajęcia, zaniedbany i marnujący się w oczach.
Tekst pochodzi z książki Adama Smitha, Badania nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, tom 2, Warszawa 1954, s. 493-529.
Wybór, skróty i śródtytuły: Kamil Pietrala