|
|
Nadchodząca sesja sprawia, że studenci coraz chętniej sięgają po
niedozwolone „wspomagacze” umysłu. O egzaminach, które naprawdę
trudno zdać, czyli...
SESJA
NA SPEEDZIE
Wielkimi krokami zbliża się czerwiec. Ten cudownie słoneczny
miesiąc znamionuje też inny, mniej wspaniały okres. Krótko mówiąc,
jest to czas sesji. Studenci pocą się, by w możliwie krótkim
czasie zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wymaganej przez
egzaminatorów wiedzy, a Ci mniej czy bardziej chętnie, czekają na
nienawidzoną przez żaków, kampanie wrześniową. Kucie – tak w
skrócie można by opisać czerwiec. Wielu ludzi nie zdaje sobie
jednak sprawy, jak ważny w pewnym momencie staje się sposób, w jaki
adepci wyższych uczelni osiągają swoją wiedzę. A sposobów na
polepszenie zdolności umysłowych jest co najmniej kilka. Nie
wszystkie są legalne....
 |
|
Sterty
książek i artykułów przerażają wielu studentów
przed każdą sesją. |
Nie można oczywiście pominąć aspektów psychologicznych
uczenia się, a więc tak zwanych legend, przesądów, pozytywnego
nastawienia itp. Dla niektórych na przykład sporym wkładem w
zdobywanie wiedzy jest samo wypożyczenie książki z biblioteki (nie
mówiąc już o jej kupnie!). Ale często zdarza się tak, że
zadowolony student po wypożyczeniu książki (a nie jest to łatwe,
zwłaszcza na Wydziale Nauk Społecznych) odstawia upragnioną
skarbnicę wiedzy na półkę. Wiara w to, że już sama jej obecność
sprawi, iż wiedza w tajemniczy i nie odkryty dotąd sposób,
przeniknie do głowy „tymczasowego właściciela”, pokutuje potem
niezdanym egzaminem i wrześniem z nosem w książkach. Ale to nie
jedyny sposób „uczenia się”, jaki spotkałem. Bardzo ciekawym
podejściem podzielił się ze mną pewien student politologii. -Uczę
się zawsze dzień przed egzaminem. Jestem wtedy tak zestresowany i
tak bardzo się boję, że wiedza sama wpycha mi się do głowy. Jeśli
jest to naprawdę ciężki egzamin, to czasem zaczynam dwa dni wcześnie
- mówi mój rozmówca. I nie wiadomo czy podziwiać takiego
osobnika za odwagę, czy za głupotę. W każdym razie najważniejszy
jest skutek, a rzeczywistość wygląda tak, że ów student stale
zdaje egzaminy, więc jeśli mu to pomaga, dlaczego nie?
Ale oprócz tych wyrosłych na przesądach i legendach zachowań,
jest jeszcze inny sposób, by pomóc sobie w zapamiętywaniu różnych
informacji, których wymaga się od nas na egzaminie. Mianowicie
istnieją różne środki wspomagające chłonność naszego umysłu.
Ze względu na ich status możemy podzielić je na szeroko dostępne i
nielegalne. Najpierw pierwsze zagadnienie, czyli:
DROGA
LEGALNA…
Do tej grupy zaliczają się wszystkie środki farmaceutyczne,
które określane są w mediach jako wspomagające koncentrację. Na
polskim rynku jest ich niemało. Poczynając od najbardziej znanego
"Plussza" poprzez "Zdrowity", "Activy" i
inne. Zawierają one zazwyczaj te same składniki, czyli m.in.: taurynę,
kofeinę, magnez, oligofruktozę czy l-karnitynę. Do szerokiej gamy
tych środków zaliczamy także lecytynę. Ilość tych wszystkich
medykamentów jest naprawdę duża, ale przecież najważniejsza jest
skuteczność. -Plussz? Na mnie
on nie działa od czasów liceum. Wtedy była moda na napoje wspomagające
koncentrację i dużo ich piłem. Teraz nic mi on nie daje. To samo
dotyczy wszystkich innych tego typu napojów. One być może są
dobre, ale jak się je pije rzadko - mówi Piotrek, student
trzeciego roku socjologii. Ale nie brakuje też głosów za pozytywnym
wpływem „wspomagaczy koncentracji” –Na
mnie działają. Piję je rzadko, zazwyczaj przed sesją, jak mam dużo
nauki. Polepszają koncentrację, pomagają nie zasnąć nad książką
– działają - mówi
Ilona, studentka drugiego roku prawa.
 |
|
Naprawdę
dodaje skrzydeł? |
Warto
jeszcze wspomnieć, że w każdym sklepie spożywczym możemy dostać
napoje polepszające ogólne samopoczucie, czyli, jak mówią
studenci, parafrazując pewną reklamę -„dodające skrzydeł”. I
w tym segmencie odbiorcy nie mogą narzekać na brak produktów.
Producenci nastawieni na jak największy zysk, prześcigają się w
produkcji coraz tańszych specjałów pobudzających aktywność (bo
jak wszem i wobec wiadomo, student jest biedny – zwłaszcza bez
lipcowego stypendium).
Napoje
wspomagające koncentrację na jednych działają, na innych nie.
Oczywiście, przesadzona ilość tego typu specyfików szkodliwie działa
na organizm. -Zbyt duża a zwłaszcza
skumulowana przez pewien czas dawka oligofruktozy, l- karnityny i
tauryny może spowodować problemy z ciśnieniem oraz inne powikłania
związane zwłaszcza z mięśniem sercowym –
mówi farmaceuta Krystyna Jancorz.
Jednak
nie wolno zapominać o jednym - Red Bull, Plussz, Zdrowit itd. są
legalne, każdy może sobie iść do apteki i jeśli tylko posiada
odpowiednią ilość pieniędzy, kupić. Dawki, w jakich spożywane są
te napoje, zależą tylko od nas, ale nadal nie jest to nic
zabronionego. A studentów często kusi wizja szybkiej, niewymagającej
wysiłku nauki...
ZAKAZANE!
Najczęściej
używanym przez studentów dopalaczem jest oczywiście fetka, mąka,
kreska, białko, speed, czyli po prostu amfetamina. Cytując za
literaturą specjalistyczną: amfetamina
to środek psychostymulujący pochodna
fenylopropylanu. Zażywana jest
drogą pokarmową, dożylnie, palona, wdychana przez nos. Zależnie od
drogi przyjęcia jej działanie wykazuje pewne różnice. Na przykład
przy podaniu dożylnym lub paleniu w ciągu 5 -15 sekund występuje
tzw. kop, czyli krótkotrwały okres niezwykle intensywnej euforii.
Podanie doustne i donosowe wywołuje euforię o słabszym nasileniu,
tzw. high. Trwa ona 3 do 5 minut po przyjęciu przez śluzówki nosa,
a ok. 20 minut po przyjęciu doustnym. Amfetamina podobno zwiększa
wydolność psychomotoryczną, polepsza koncentrację, ułatwia
skupienie, obniża poziom lęku...
Czy to wystarczy, aby bez żadnych wątpliwości sięgnąć po
narkotyk? Bez zastanowienia i choć nikłej troski o własne zdrowie?
Dlaczego? Nie ma prostej ( jak niektórzy by chcieli) odpowiedzi - bo
studenci są leniwi. Na to czy ktoś bierze czy nie składa się
szereg czynników. Jak już wcześniej wspomniałem amfetamina
likwiduje poczucie lęku, które rzeszy studentów przed egzaminami
nie jest obce. Daje im pewność siebie, z którą o wiele łatwiej
zadawać egzamin.
Po
drugie, ilość materiału do opanowania jest czasami zastraszająca.
I trudno wyzbyć się wrażenia, że studia nie polegają na
poszerzaniu swoich horyzontów (czyli po prostu studiowaniu przedmiotów),
a jedynie kierują się zasadą trzech Z. I nie wystarcza, że tyle się
mówi o rozwijaniu wśród studentów przede wszystkim rozumienia i
logicznego myślenia, a nie wbijanie mu do głowy niepotrzebnych
danych, które bez problemu mógłby znaleźć za pomocą komputera
czy książki. Przedmioty, których głównym filarem jest
„niepotrzebna pamięciówka” nadal funkcjonują na uczelniach.
Poza
tym studenci oprócz obowiązkowych zajęć na uczelni często angażuje
się w wiele przedsięwzięć - zaliczyć tu można nie tylko pracę,
ale też działanie w organizacjach społecznych, zajęcia sportowe i
inne. Amfetamina daje ogromną dawkę energii, poczucie pewności
siebie i gotowość do działania - sprawia, że nie czuje się zmęczenia,
tylko chęć do pracy. Amfetamina pojawia się wtedy, gdy pośród
szeregu zajęć i obowiązków nie ma czasu na sen, a Red Bull po
prostu nie wystarcza…
Ale
czy to wszystko wystarczy żeby uzasadnić branie narkotyków?. Czy
wytłumaczeniem może być nawał materiału na egzamin? Przecież
dawniej studenci wcale nie uczyli się mniej. Czy to, że świat
zwariował i każdy teraz musi robić pięć rzeczy na raz (żeby
ustawić się na przyszłość) jest wystarczającym powodem, aby
narazić swój organizm na takie zmiany somatyczne jak dewiacje ciśnienia
tętniczego, arytmię serca czy zaburzenia jelitowo trawienne? Czy
jest to naprawdę gra warta świeczki?
Może
zamiast mieszać Red Bull z tusipkami i wymyślać nowy specyfik ułatwiający
zapamiętywanie, trzeba znaleźć pewną równowagę pomiędzy
studenckimi przyjemnościami i obowiązkami. Albo po prostu nauczyć
się chyba najbardziej przydatnej umiejętności – samodyscypliny!
Nawet jeśli trzeba w to włożyć dużo pracy to z pewnością warto.
Pełen nadziei i strachu przed nadchodzącą sesją wierzę, że na
powyższe pytania większość studentów potrafi odpowiedzieć
gromkim głosem: „ NIE!”
Marcin
Kozłowski
WYPOWIEDZ
SIĘ
|