nr 5(czerwiec)/2004

 

redakcja

 

* felieton * nasz punkt widzeniana czasiepodgląd kulturalny * przyjemne i pożyteczne * gry i zabawy ruchowe *

Internetowy miesięcznik społeczności akademickiej Uniwersytetu Śląskiego

!!!następny numer w październiku!!!

WEJŚCIAK

ROZMOWA MIESIĄCA - rozmowa ze Zbigniewem Seyda, członkiem zespołu CARRANTUOHILL

FOTOREPORTAŻ - PODLASIE-POLSKI ORIENT

FELIETON

NASZ PUNKT WIDZENIA

NA CZASIE

PRZYJEMNE I POŻYTECZNE

PODGLĄD KULTURALNY

GRY I ZABAWY RUCHOWE

księga gości

FORUM

ARCHIWUM

E-MAIL:pretext@us.edu.p

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nadchodząca sesja sprawia, że studenci coraz chętniej sięgają po niedozwolone „wspomagacze” umysłu. O egzaminach, które naprawdę trudno zdać, czyli...

SESJA NA SPEEDZIE

         Wielkimi krokami zbliża się czerwiec. Ten cudownie słoneczny miesiąc znamionuje też inny, mniej wspaniały okres. Krótko mówiąc, jest to czas sesji. Studenci pocą się, by w możliwie krótkim czasie zaopatrzyć się w odpowiednią ilość wymaganej przez egzaminatorów wiedzy, a Ci mniej czy bardziej chętnie, czekają na nienawidzoną przez żaków, kampanie wrześniową. Kucie – tak w skrócie można by opisać czerwiec. Wielu ludzi nie zdaje sobie jednak sprawy, jak ważny w pewnym momencie staje się sposób, w jaki adepci wyższych uczelni osiągają swoją wiedzę. A sposobów na polepszenie zdolności umysłowych jest co najmniej kilka. Nie wszystkie są legalne....

Sterty książek i artykułów przerażają wielu studentów przed każdą sesją.

            Nie można oczywiście pominąć aspektów psychologicznych uczenia się, a więc tak zwanych legend, przesądów, pozytywnego nastawienia itp. Dla niektórych na przykład sporym wkładem w zdobywanie wiedzy jest samo wypożyczenie książki z biblioteki (nie mówiąc już o jej kupnie!). Ale często zdarza się tak, że zadowolony student po wypożyczeniu książki (a nie jest to łatwe, zwłaszcza na Wydziale Nauk Społecznych) odstawia upragnioną skarbnicę wiedzy na półkę. Wiara w to, że już sama jej obecność sprawi, iż wiedza w tajemniczy i nie odkryty dotąd sposób, przeniknie do głowy „tymczasowego właściciela”, pokutuje potem niezdanym egzaminem i wrześniem z nosem w książkach. Ale to nie jedyny sposób „uczenia się”, jaki spotkałem. Bardzo ciekawym podejściem podzielił się ze mną pewien student politologii. -Uczę się zawsze dzień przed egzaminem. Jestem wtedy tak zestresowany i tak bardzo się boję, że wiedza sama wpycha mi się do głowy. Jeśli jest to naprawdę ciężki egzamin, to czasem zaczynam dwa dni wcześnie - mówi mój rozmówca. I nie wiadomo czy podziwiać takiego osobnika za odwagę, czy za głupotę. W każdym razie najważniejszy jest skutek, a rzeczywistość wygląda tak, że ów student stale zdaje egzaminy, więc jeśli mu to pomaga, dlaczego nie?

            Ale oprócz tych wyrosłych na przesądach i legendach zachowań, jest jeszcze inny sposób, by pomóc sobie w zapamiętywaniu różnych informacji, których wymaga się od nas na egzaminie. Mianowicie istnieją różne środki wspomagające chłonność naszego umysłu. Ze względu na ich status możemy podzielić je na szeroko dostępne i nielegalne. Najpierw pierwsze zagadnienie, czyli:

DROGA LEGALNA…

            Do tej grupy zaliczają się wszystkie środki farmaceutyczne, które określane są w mediach jako wspomagające koncentrację. Na polskim rynku jest ich niemało. Poczynając od najbardziej znanego "Plussza" poprzez "Zdrowity", "Activy" i inne. Zawierają one zazwyczaj te same składniki, czyli m.in.: taurynę, kofeinę, magnez, oligofruktozę czy l-karnitynę. Do szerokiej gamy tych środków zaliczamy także lecytynę. Ilość tych wszystkich medykamentów jest naprawdę duża, ale przecież najważniejsza jest skuteczność. -Plussz? Na mnie on nie działa od czasów liceum. Wtedy była moda na napoje wspomagające koncentrację i dużo ich piłem. Teraz nic mi on nie daje. To samo dotyczy wszystkich innych tego typu napojów. One być może są dobre, ale jak się je pije rzadko - mówi Piotrek, student trzeciego roku socjologii. Ale nie brakuje też głosów za pozytywnym wpływem „wspomagaczy koncentracji” –Na mnie działają. Piję je rzadko, zazwyczaj przed sesją, jak mam dużo nauki. Polepszają koncentrację, pomagają nie zasnąć nad książką – działają  - mówi Ilona, studentka drugiego roku prawa.

Naprawdę dodaje skrzydeł?

Warto jeszcze wspomnieć, że w każdym sklepie spożywczym możemy dostać napoje polepszające ogólne samopoczucie, czyli, jak mówią studenci, parafrazując pewną reklamę -„dodające skrzydeł”. I w tym segmencie odbiorcy nie mogą narzekać na brak produktów. Producenci nastawieni na jak największy zysk, prześcigają się w produkcji coraz tańszych specjałów pobudzających aktywność (bo jak wszem i wobec wiadomo, student jest biedny – zwłaszcza bez lipcowego stypendium).

Napoje wspomagające koncentrację na jednych działają, na innych nie. Oczywiście, przesadzona ilość tego typu specyfików szkodliwie działa na organizm. -Zbyt duża a zwłaszcza skumulowana przez pewien czas dawka oligofruktozy, l- karnityny i tauryny może spowodować problemy z ciśnieniem oraz inne powikłania związane zwłaszcza z mięśniem sercowym mówi farmaceuta Krystyna Jancorz.

Jednak nie wolno zapominać o jednym - Red Bull, Plussz, Zdrowit itd. są legalne, każdy może sobie iść do apteki i jeśli tylko posiada odpowiednią ilość pieniędzy, kupić. Dawki, w jakich spożywane są te napoje, zależą tylko od nas, ale nadal nie jest to nic zabronionego. A studentów często kusi wizja szybkiej, niewymagającej wysiłku nauki...

 ZAKAZANE!

 Najczęściej używanym przez studentów dopalaczem jest oczywiście fetka, mąka, kreska, białko, speed, czyli po prostu amfetamina. Cytując za literaturą specjalistyczną: amfetamina to środek psychostymulujący pochodna fenylopropylanu. Zażywana jest drogą pokarmową, dożylnie, palona, wdychana przez nos. Zależnie od drogi przyjęcia jej działanie wykazuje pewne różnice. Na przykład przy podaniu dożylnym lub paleniu w ciągu 5 -15 sekund występuje tzw. kop, czyli krótkotrwały okres niezwykle intensywnej euforii. Podanie doustne i donosowe wywołuje euforię o słabszym nasileniu, tzw. high. Trwa ona 3 do 5 minut po przyjęciu przez śluzówki nosa, a ok. 20 minut po przyjęciu doustnym. Amfetamina podobno zwiększa wydolność psychomotoryczną, polepsza koncentrację, ułatwia skupienie, obniża poziom lęku...

            Czy to wystarczy, aby bez żadnych wątpliwości sięgnąć po narkotyk? Bez zastanowienia i choć nikłej troski o własne zdrowie? Dlaczego? Nie ma prostej ( jak niektórzy by chcieli) odpowiedzi - bo studenci są leniwi. Na to czy ktoś bierze czy nie składa się szereg czynników. Jak już wcześniej wspomniałem amfetamina likwiduje poczucie lęku, które rzeszy studentów przed egzaminami nie jest obce. Daje im pewność siebie, z którą o wiele łatwiej zadawać egzamin.

 Po drugie, ilość materiału do opanowania jest czasami zastraszająca. I trudno wyzbyć się wrażenia, że studia nie polegają na poszerzaniu swoich horyzontów (czyli po prostu studiowaniu przedmiotów), a jedynie kierują się zasadą trzech Z. I nie wystarcza, że tyle się mówi o rozwijaniu wśród studentów przede wszystkim rozumienia i logicznego myślenia, a nie wbijanie mu do głowy niepotrzebnych danych, które bez problemu mógłby znaleźć za pomocą komputera czy książki. Przedmioty, których głównym filarem jest „niepotrzebna pamięciówka” nadal funkcjonują na uczelniach.

 Poza tym studenci oprócz obowiązkowych zajęć na uczelni często angażuje się w wiele przedsięwzięć - zaliczyć tu można nie tylko pracę, ale też działanie w organizacjach społecznych, zajęcia sportowe i inne. Amfetamina daje ogromną dawkę energii, poczucie pewności siebie i gotowość do działania - sprawia, że nie czuje się zmęczenia, tylko chęć do pracy. Amfetamina pojawia się wtedy, gdy pośród szeregu zajęć i obowiązków nie ma czasu na sen, a Red Bull po prostu nie wystarcza…

Ale czy to wszystko wystarczy żeby uzasadnić branie narkotyków?. Czy wytłumaczeniem może być nawał materiału na egzamin? Przecież dawniej studenci wcale nie uczyli się mniej. Czy to, że świat zwariował i każdy teraz musi robić pięć rzeczy na raz (żeby ustawić się na przyszłość) jest wystarczającym powodem, aby narazić swój organizm na takie zmiany somatyczne jak dewiacje ciśnienia tętniczego, arytmię serca czy zaburzenia jelitowo trawienne? Czy jest to naprawdę gra warta świeczki?

Może zamiast mieszać Red Bull z tusipkami i wymyślać nowy specyfik ułatwiający zapamiętywanie, trzeba znaleźć pewną równowagę pomiędzy studenckimi przyjemnościami i obowiązkami. Albo po prostu nauczyć się chyba najbardziej przydatnej umiejętności – samodyscypliny! Nawet jeśli trzeba w to włożyć dużo pracy to z pewnością warto. Pełen nadziei i strachu przed nadchodzącą sesją wierzę, że na powyższe pytania większość studentów potrafi odpowiedzieć gromkim głosem: „ NIE!”

Marcin Kozłowski

WYPOWIEDZ SIĘ

Szukaj w sieci Szukaj w witrynie