nr15(listopad)/2005
Ostatecznie zakończył się okres kampanii wyborczej. Czas najwyższy. Polityczny konkurs piękności trwał od marca. Jeśli wziąć pod uwagę wybory parlamentarne, to można pokusić się o stwierdzenie, że zaczął się mniej więcej w okresie działania rywinowskiej komisji śledczej. Mamy już nowy parlament, nowego prezydenta. Pozostaje jednak pewien niesmak…
![]() |
Po zwycięstwie Prawa i Sprawiedliwości w wyborach parlamentarnych Jarosław Kaczyński triumfalnie obwieścił koniec postkomunizmu. Wtórował mu brat Lech, mówiąc o uchylonych drzwiach do IV RP i wskazując sposób na ich zupełne otwarcie. Straszyli nas spadającymi pluszakami, znikającą z lodówki żywnością i zubożeniem domowych apteczek. Już w latach 70. Leventhal udowodnił, że odpowiednie dawkowanie strachu może być pomocne w perswazji. A że Platforma Obywatelska nie potrafiła przekonać do swojego pomysłu wprowadzenia podatku liniowego, strategia PiS okazała się strzałem w dziesiątkę. W ostatniej chwili PO przegrała. Kto dał się przestraszyć? Według badań „exit pool” przeprowadzonych przez PBS i TNS OBOP głównie ludzie po 40. roku życia bez wykształcenia wyższego. Po przegranej w pierwszej turze Lech Kaczyński sięgnął po sprawdzoną metodę i zastraszał gdzie się tylko dało „liberalnym eksperymentem” z twarzą Donalda Tuska. Jak widać z sukcesem. Niestety nikt nie pokusił się o zbadanie, jaki procent elektoratu prezydenta – elekta regularnie słucha Radia Maryja. Badanie takie byłoby zapewne ciekawe, nie tylko dla politologów z PAN-u. Tajemnicą pozostają także zakulisowe rozmowy Lecha Kaczyńskiego z Andrzejem Lepperem. Oczywiście ten pierwszy wszystkiemu zaprzecza, jakżeby inaczej. Tylko jakoś trudno uwierzyć w cudowne olśnienie, proroczy sen czy wymowne spojrzenie pani Renaty B.(której oczy mają znaną wszystkim zaletę) doznane przez Wielkiego Przewodniczącego…
![]() |
W ocenie specjalistów kampania wyborcza nie była bardzo brutalna. Niestety, nie obyło się bez bomb, sideł czy innych pułapek zastawianych na przeciwników. Jedną z takich bomb było cudowne pojawienie się Anny Jaruckiej, która niczym Deus Ex Machina w tragedii antycznej zstąpiła pewnego pięknego dnia na scenę polityczną. A cóż to było za zstąpienie! Doprowadziło do nieprawdopodobnej histerii medialnej, nagonki na Włodzimierza Cimoszewicza i w efekcie - do jego wycofania się z kampanii. Niejasne do tej pory pozostają związki Anny Jaruckiej z posłem PO Konstantym Miodowiczem, co rzuciło podejrzenia na Donalda Tuska o „wymyślenie Jaruckiej”. Plotki o rzekomym romansie z Cimoszewiczem rozwiała sama zainteresowana w programie „Teraz My”, określając swojego niedawnego przełożonego jako człowieka „aseksualnego”. Niemniej jednak niesmak pozostał. Szczególnie u wyborców o poglądach lewicowych.
W czasie kampanii przed drugą turą wyborów wkroczył na nasze ziemie niepostrzeżenie Wehrmacht. Agentem obcego wywiadu, wichrzycielem i spekulantem okazał się Jacek Kurski ze sztabu Lech Kaczyńskiego. Szpiega oczywiście przykładnie ukarano. Mimo, że zgnieciony osobiście obcasem przez swojego przełożonego, dawał jeszcze oznaki życia. Tłumaczył, że to nie dziadek, ale brat dziadka Donalda Tuska wstąpił na ochotnika do armii III Rzeszy. Sam Tusk słusznie poczuł się dotknięty, jednak strach przed przeszłością jego rodziny zrobił swoje. Obudził antyniemieckie fobie słuchaczy pewnej stacji radiowej i spadek poparcia gotowy.
„I już po wszystkiem!” – jak mówiła Ewa Szumańska w skeczach cyklu „Z pamiętnika młodej lekarki”. Przegranemu Tuskowi i całej Platformie pozostaje zaleczyć szybko rany i brać się do roboty. Na otarcie łez kilka ministerstw i stanowisko marszałka sejmu. Mimo wszystko PO stała się w pewnym sensie zakładniczką Leppera i Giertycha. Ciekawe jak szybko PiS zwróci się do nich o pomoc w budowaniu nowej Polski?
Cóż, wielu ludziom może się nie podobać, że IV RP ma gdzieś w tle ojca Rydzyka i poparcie Andrzeja Leppera, ale, jak powiedział po pierwszej turze Janusz Korwin – Mikke, jak głosowaliśmy, tak mamy. A że jesteśmy głupim narodem, to już nasza sprawa...
Mariusz Smoliński