|
Wraz z majem nasze uniwersyteckie korytarze zaczynają „kwitnąć”
kolorami, a to za sprawą ogłoszeń rozlepianych we wszystkich możliwych
miejscach, do tego wyznaczonych i nie tylko.
Gwiazda
VS Naukowiec
Wszędobylskie
ogłoszenia zapraszają nas na różne ciekawe imprezy. A to karaoke
party, super koncert, mistrzostwa Śląska w autostopie, czy nawet gry
polegające na pstrykaniu metalowych części zdjętych ze świeżo
otwartego browaru. Słowem wszystko, czego ciało (i dusza?) studenta
potrzebuje. No właśnie? Czy to jest wszystko?
Pośród
papieru nakłaniającego nas do przyjścia na kolejne imprezy, których
nie można przepuścić, nikną często skromne i lapidarne plakaty
zapraszające na spotkania z ciekawymi ludźmi. Nie mówię tu o
takich osobach jak Lis, Ziobro, czy Oleksy (prawdę mówiąc to do
przeglądu kandydatów na prezydenta brakuje nam jeszcze Tuska, Kwaśniewskiej
i Leppera – przypominam, że to się dzieje w instytucji neutralnej
światopoglądowo, jaką jest uniwersytet...) Mówię o prawdziwe
ciekawych z punktu widzenia młodego politologa ludziach. Właśnie na
takim nudnym, jakby powiedzieli niektórzy, spotkaniu byłem niedawno.
Człowiek wcale niepojawiający się w telewizji, ale za to piszący
wielgachne książki (całe 500 stron), ani przystojny, ani bezczelny.
„Zwykły” naukowiec - Antoni Dudek politolog i historyk z Krakowa.
Ja
nie mówię, że spotkania z Lisem i spółką nie są ważne, ale
rzecz polega na właściwym wyważeniu proporcji. Dlaczego na Lisa
zwala się cała uczelnia, dlaczego na Stuhra całe lata politologii
się zwalniają, a na spotkanie które odbywa się w Bibliotece Śląskiej
nikomu nie chce się przyjść. Właściwie to źle powiedziałem –
ludzie przyszli, ale średnia wieku plasowała się dobrze po
czterdziestce... Pojawiło się na spotkaniu z Dudkiem kilka młodych
osób, ale wyraźnie stanowili mniejszość. Dudek wygłosił wykład
o znaczeniu Okrągłego Stołu i wpływie wyborów czerwcowych na
upadek komunizmu w Polsce. Spotkanie było połączone z promocją książki
Dudka opisującą szczegółowo to zagadnienie. Książkę pt.:
„Reglamentowana rewolucja” można było sobie kupić ok. 15 zł
taniej niż w sklepie. Niesamowita okazja, ale nawet jeśli ktoś nie
chciał kupić książki, to i tak bardzo wiele zyskał samą obecnością
na spotkaniu. Atmosfera spokoju i brak pośpiechu to rzeczy, których
tak mi brakuje na spotkaniach z tymi wielkimi. Doktor miał czas po
wykładzie na pytania, rozmawiał z każdym, kto po spotkaniu pojawił
się na indywidualną rozmowę, niegdzie nagle nie uciekł, miły,
sympatyczny, budzący zaufanie – naukowiec, jakich moim zdaniem
ogromnie nam brakuje na uczelni. Tylko ciągle nie mogę pojąć,
dlaczego nasi politolodzy nie chcieli skorzystać, wszak drugi rok ma
teraz egzamin z systemu politycznego III RP i pojawia się
zagadnienie transformacji, które było istotą wykładu Dudka.
Wrodzone
lenistwo, brak informacji, odległość od biblioteki czy po prostu
nieznajomość ludzi z elity naukowej spowodowały, że ludzie, do których
takie spotkania są przede wszystkim adresowane – studenci darowali
sobie możliwość pogłębienia swojej wiedzy.
Jeszcze
dwie myśli: żeby nasi wykładowcy mieli w sobie tyle zapału i
widocznej na pierwszy rzut oka satysfakcji z uczenia to studiowanie
naprawdę byłoby najpiękniejszą rzeczą na tym świecie,
Miałem
okazję być na oficjalnym obiedzie z Lisem, po spotkaniu na auli
Popiołka i dzięki temu mój kontakt z nim był trochę głębszy niż
innych uczestników spotkania, ale większe wrażenie na mnie wywarła
kilkuminutowa rozmowa z Antonim Dudkiem i jego życzliwość podczas
niej. No i do tego jego podpis na trzech książkach, jakie do tej
pory sobie kupiłem.
Kamil
Pietrala
WYPOWIEDZ
SIĘ
|